piątek, 30 grudnia 2011

Apropo zmieniania siebie - jeśli musicie się zmienić, tudzież uważacie, że powinniście/po prostu chcecie to zrobić, przyjmijcie strategie wykonywania małych kroczków. Nie można od siebie wymagać zbyt wiele, bo to może nam przysłonić nasz cel. Zmiany trzeba wprowadzać stopniowo, powoli, ale systematycznie i wytrwale. Zobaczycie efekty, wcześniej czy później, i to zadziwiające. Nie zniechęcajcie się nigdy niepowodzeniami - to, że się nie udało, to znak, że próbujesz. Plus, nowe doświadczenie i kolejny mały krok w stronę tego, aby się udało. Małe kroczki i zajdziemy wszędzie, gdzie chcemy :)

środa, 28 grudnia 2011

Bardzo trudno współczuć w dzisiejszym świecie. Po tych wszystkich latach, które przeżyłem na tym padole, zdążyłem się już 'uodpornić' i znieczulić na cudzą krzywdę i cierpienie. A to źle, bo ignorując to, co nas otacza, tak jakby uciekamy od życia. Zrozumiałem to już chwilę temu, ale jakoś zdarza mi się o tym ciągle zapominać. Tylko jak w dzisiejszym świecie być współczującym? Jak wiedzieć, czy ktoś potrzebuje pomocy, czy tylko chce nas wykorzystać? W naszym społeczeństwie to bardzo trudna sztuka. Wiem jedno - trzeba nad sobą pracować cały czas i cały czas nad sobą panować. Dobrze, że już przynajmniej wiem, o co w tym chodzi - bo zawsze łatwiej jest dogonić cel, jak się go ma przed oczyma! Żyjmy...

sobota, 24 grudnia 2011

Pierwsza gwiazdka coraz bliżej... Radosnych świąt zatem! Żebyście dostali dużo dobrego w te święta. Prześlijcie trochę miłości dalej - na pewno w waszym otoczeniu są osoby, dla których wasze 'głupie' "wesołych świąt" może wiele znaczyć. I cieszcie się - mimo, że świąt do końca nie obchodzę, to jednak uważam, że to czas radości i pojednania - z innymi, ale przede wszystkim ze sobą. Smacznego!

piątek, 23 grudnia 2011

Jeśli chcecie coś zrobić, róbcie to od razu - później możecie już nie mieć szansy. Muszę naprawdę zacząć trzymać się tej zasady, bo za wiele razy w życiu ją olewałem. Mam nadzieję, że to była ostatnia osoba, z którą nie zdążyłem porozmawiać... Na szczęście, nie musi już cierpieć na tym padole, nic już nie będzie jej nękać. Wszyscy kiedyś umrzemy. Mam tylko nadzieję, że dobrze przeżyła swoje życie. Bycie pogodnym człowiekiem zmienia wiele - nawet podejście do pogrzebów. Wierzenia-nie wierzenia, ale chociaż tyle mogę tym ludziom z siebie dać na koniec, no nie? Dość już pochówków ominąłem; życie nie jest tylko wtedy, jak jest dobrze i wszystko rozkwita. Nie można ciągle uciekać - trzeba mierzyć się ze wszystkim, co pojawia się na naszej drodze. Naprzód!

środa, 21 grudnia 2011

Dzisiejszy dzień nauczył mnie kilku mądrych rzeczy: po pierwsze, silna wola - wtedy wstałbym z łóżka na czas. Plus, jeśli masz coś zrobić, to rób to od razu, a nie zostawiaj na ostatni moment - gdybym zatankował wczoraj, po powrocie do domu, dzisiejszy dzień wyglądałby z goła inaczej. Po drugie, nie należy (po raz kolejny!) się spieszyć! Gdybym nie spieszył się dziś do szkoły to być może wystarczyłoby mi paliwa na jeszcze parę kilometrów. Po trzecie, nie zaniedbuj relacji z innymi - czasem nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że potrzebujesz ich bardziej, niż by Ci się wydawało... Po czwarte - są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie, którzy chcą bezinteresownie pomóc drugiemu - tak jak dzisiaj gość o imieniu Olek, któremu bardzo chciałbym podziękować. Pomógł mi bez chwili namysłu, uzasadniając, że po prostu zobaczył siebie w tej sytuacji... Pokazał mi dzisiaj, że tak na prawdę pomoc nic nie kosztuje, a czasem może zdziałać wiele dobrego. Mam nadzieję, że nastepnym razem będę o tym pamietać, mijając kogoś w potrzebie. A po piąte... Po piąte to nie ufaj kontrolkom! I nie tylko kontrolkom. Nie polegaj na maszynach, bo mogą być bardzo zawodne. Żyj tak, żebyś mógł poradzić sobie w każdej sytuacji, gdy wszystko w około Cię zawiedzie. Na szczęście wszystko się dzisiaj, w magiczny sposób, ułożyło w ostatecznego pozytywa. Jakby to było utkane z jednego materiału, jedna całość, wszystko złożyło się do kupy, zostawiając mnie całego, zdrowego, bogatszego o nowe wnioski, doświadczenia, przemyślenia, a przede wszystkim... jeszcze weselszy. Choć brak snu daje mi się trochę we znaki - jest okej! Uczę się cierpliwości. Wam życzę, żeby przyszła do was sama, bez potrzeby pobierania z niej lekcji u innych ;) Wesołych Świąt!

wtorek, 20 grudnia 2011

Niektóre dni od początku zdają się być dla nas niełaskawe. Wszystkie rzeczy, czynności, sytuacje wychodzą na odwrót, niż byśmy chcieli. Pamiętajcie, nie należy się wtedy zniechęcać. Czasem dzień, który najchętniej spisalibyśmy na straty, lubi się na koniec okazywać całkiem udanym, gdzie wszystkie minusy zamieniają się w plusy. Walczcie do końca i nie denerwujcie się, że coś nie wychodzi - być może właśnie pracujecie na późniejszy, dużo większy sukces :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Z odpowiednim nastawieniem możemy zrobić wszystko. Organizacja naszego czasu zależy tylko od naszej dobrej woli - nigdy nie jest go za mało. Odrobina chęci i możemy zdziałać cuda. Spróbujcie czasem do nielubianych czynności podejść z uśmiechem i pogodą ducha i dajcie znać, czy pomogło. I pamiętajcie o tym, szczególnie w ciągu najbliższego tygodnia!

niedziela, 18 grudnia 2011

"Życie wymaga od nas wielkiej, ogromnej wrażliwości, żebyśmy potrafili dopatrzeć się jego nauki w codziennych wydarzeniach, i tych złych, i tych dobrych. Musimy otworzyć serce i umysł, co do najprostszych zadań nie należy, a to dziecko w nas jest ku temu konieczne. Nieważne, jak źle czy dobrze się dzieje, nic nie dzieje się bez powodu i powinniśmy potrafić dostrzec w tym wszystkim wiadomość do nas. Jeśli damy sobie odebrać to dziecko w nas, powrócimy znowu do tego mroku, mroku zła i smutku, z którego nie wyjdziemy, aż nie odnajdziemy się na nowo. Wiem, że czasem ciężko jest powiedzieć sobie 'co z tego, że wali mi się świat, tak musi być i muszę się cieszyć z tego, że mogę się uczyć' i wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale... Tak właśnie musimy robić.". Gdy już myślałem, że dzisiejszy dzień (tak Kochani, dzień dla mnie kończy się dopiero wtedy, gdy kładę się spać!) będzie już totalnie bezmyślny i bezproduktywny, cała sytuacja się odwróciła. Powyższa myśl przyszła do mnie, gdy chciałem podbudować jedną z osób, które dzielą z nami tę dolę bloggera. Uznałem, że być może wrzucenie tego tutaj nie jest najgorszym pomysłem i przyniesie jakieś owoce w przyszłości. Porozmawiałem ponadto z paroma bliskimi osobami. Mój kumpel, z którym do niedawna dzieliliśmy dolę smutku, otrząsa się i zdaje się wracać na dobre tory pracy nad sobą i zadowolenia z życia. Ja zauważam natomiast, ile z mojego wcześniejszego zachowania było złem! Gniew, roszczenia, pretensje, krzywda, zawiść... Ileż tego się nazbierało! Nie mam pojęcia, kiedy zdążę to odpracować. Cieszy mnie jednak to, że Ci ludzie, o których pamiętam, że wyrządziłem im krzywdę, nie utrudniają mi tego w żaden szczególny i wszystko idzie gładko w dobrą stronę. Może nie byłem aż taki zły, skoro nadal mam tyle szczęścia? Pamiętajcie: nawet, jeśli uważacie, że macie pecha, to nie znaczy, że nie powinniście być dobrzy! Wszystko do nas kiedyś wraca, dlatego cieszcie się z życia i pracujcie nad sobą, a efekty będą zadziwiające! Budującej niedzieli :)

piątek, 16 grudnia 2011

Moje serce i duch mają się teraz lepiej, dużo lepiej, aczkolwiek wiem, że to dopiero początek mojej ścieżki. Czeka mnie długa droga i ciężka praca - ale nie boję się tego. Czuję siłę, czuję inspirację i czuję, przede wszystkim, radość. Postanowiłem założyć tego bloga z dwóch względów. Po pierwsze, aby prowadzić dziennik moich przemyśleń dla własnego pożytku. Jeśli zostawię tutaj moje myśli na temat wydarzeń, które przynosi mi życie, w przyszłości będę mógł łatwo do nich powrócić i mogą mi potem one pomóc w lepszym zrozumieniu tego wszystkiego. Po drugie, mogę się moimi myślami z kimś podzielić. I być może ten ktoś, pewnego dnia, tak jak ja wczoraj, spojrzy na mnie tak, jak ja spojrzałem na człowieka, który tyle zmienił w moim życiu. Ostatnie kilkadziesiąt godzin było dla mnie dużym przeżyciem i doświadczeniem. Dzień zaczął się od niepewności. Zależało mi jechać na ten koncert - trochę może aż za bardzo. Przez problemy w organizacji myślałem nawet, że to się nie uda i starałem się pogodzić ze zmianą planów. Niedługo jednak okazało się, że nie będzie to konieczne - musiałem tylko znaleźć w sobie trochę odwagi. Wystarczyło jej na tyle, by dołączyć do moich towarzyszy już w drodze, pod warunkiem, że na mnie zaczekają. Wyruszyłem w podróż sam, bez strachu, z nadzieją. Poradziłem sobie, a już niedługo spotkaliśmy się i postanowiliśmy wyruszyć dalej. Mimo moich namów o jeździe samochodem zdecydowano, za mnie, że pojedziemy pociągiem. Zgodziłem się i postanowiłem nie narzekać z obrotu spraw, bo i tak toczyły się one nadzwyczaj pozytywnie. Później jednak, wszystko działo się w chaosie - na ostatnią minutę, zdezorganizowani, wbiegliśmy do pociągu i zajęliśmy miejsca. Jak się okazało - podróż tym pociągiem miała kosztować nas dwukrotnie więcej, niż przewidywaliśmy. Trochę zmartwiony, bo byłem zmuszony wydać pieniądze, które nadprogramowo pożyczyłem od rodziców 'tak w razie czego', uznałem 'to tylko kasa' - w zamian za nią mam okazję nauczyć się od życia czegoś nowego. Miałem okazję przejechać się luksusowym pociągiem, nauczyłem się, że nie należy działać w pośpiechu (o czym przekonało mnie jeszcze kilka sytuacji tego dnia), wszystko przemyśleć póki jest na to czas, a przede wszystkim - że nie zawsze należy dążyć ślepo ku swoim celom. Postanowiłem nie martwić się, tylko dzielić się z innymi moim uśmiechem. Niedługo, moja natura dała się jednak we znaki i zmusiłem moich towarzyszy do odpowiedzialnego zachowania - zanim wysiedliśmy z pociągu mieliśmy już dokładny plan działania 'co dalej'. Poszło w miarę gładko, mimo że reszta drużyny pewnie miała dość mojego ględzenia - ciągle spieszyłem się na koncert, nie mieliśmy biletów i bałem się, że może ich zabraknąć. Tu już kolejna lekcja - spędziliśmy 40 minut pod drzwiami, czekając aż nas wpuszczą, a na koniec i tak było tyle miejsca, że upchnęliby tam jeszcze drugie tyle ludzi. Przynajmniej dało mi to spokój serca, bo już wiedziałem, że doszedłem do celu tego dnia, że mogę się zrelaksować i czerpać radość z reszty wieczoru. Poznałem świetny zespół, o którym nie słyszałem wcześniej i który całkiem przypadł mi do gustu. W końcu nadszedł ten moment, na który czekałem 3 lata. Przez około godzinę stałem zaczarowany, słuchałem, uważnie patrzyłem i śpiewałem (znalazłem w sobie odwagę! ale tylko razem z głośną muzyką ;)). Po koncercie wybiegłem z sali i od razu doskoczyłem do chłopaków ledwie wyszli z backstage'u, aby z nimi porozmawiać. Świetnie było widzieć ich w tak dobrej formie, w takich nastrojach, a szczególnie świecących tą radością, która zarażała wszystkich. Starałem się wyciągnąć z tego wszystkiego jak najwięcej. Po jakimś czasie udaliśmy się w drogę powrotną. Ta już zdecydowanie poszła gładko. Gdy już usiadłem w pociągu (tym razem wsiedliśmy do odpowiedniego :)) pomyślałem, że ten wyjazd był dla mnie wieloma pozytywnymi i budującymi doświadczeniami i że warto było, a wszystko negatywne, co mi się przytrafiło, tylko na koniec obracało się w pozytywy i uczyni ze mnie lepszego człowieka. Pieniądze nie są przecież najważniejsze! Wróciłem do domu średnio zmęczony, bardzo pozytywny i bardzo, bardzo zadowolony. Moi rodzice odetchnęli z ulgą, bo mimo mojego wieku nadal się o mnie martwią. Poszedłem spać, a gdy wstałem po paru godzinach, moja mama powiedziała mi, że gdy wracała z pracy do domu, na ziemi znalazła 60 złotych (czyli o 10 więcej, niż od niej pożyczyłem) i że w związku z tym jesteśmy kwita. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że zrobiłem dobrze, wybierając wczoraj ścieżkę, którą podążyłęm, a dodatkowo mówi mi o tym wszechświat. Życie potraktowało mnie bardzo, bardzo łaskawie - za przeżycie tych doświadczeń ze spokojem zostałem nagrodzony. Żałuję tylko, że moje szczęście jest cudzym nieszczęściem - ale mam szczerą nadzieję, że osoba, której kosztem się to odbyło, otrzymała dziś trzykrotny zwrot dobroci od świata. A może przyczyniło się to do tego, aby zdobyła cenne doświadczenie, że to tylko pieniądze? Bądzcie zdrowi :)