poniedziałek, 30 stycznia 2012

Dwa wnioski jakie wyniosłem z piątkowego wieczoru. Po pierwsze, ludzie, którzy chcą pomocy, często nie chcą jej sobie sami udzielić, a to właśnie zawsze od siebie trzeba zacząć - nawet, jeśli pomoc ma się przecież otrzymać. Często jest w nas dużo blokad, nierzadko głupich - duma, uraz, nieśmiałość... Wymieniać można bez końca. I wydaje nam się, że potrzebujemy pomocy, że trzeba nam kogoś, kto przyjdzie nas poskładać - podczas gdy to my mamy klucz do rozwiązania problemu. Spotkałem w piątek na koncercie kobietę, która płakała i była generalnie podłamana. Spytałem, co się stało, a w odpowiedzi usłyszałem, że jest w ciąży i jej chłopak gdzieś tu jest. Zapytałem więc, dlaczego do niego nie zadzwoni (bo przecież ciężko kogokolwiek znaleźć w tłumie, szczególnie jak 80% wygląda tak samo), a ona na to: "zadzwonić do niego? Nigdy...". A przecież czasem są w życiu ważniejsze rzeczy, niż trzymanie się jakichś emocji czy uczuć... Jakoś niedługo po tym naszła mnie druga myśl. Jesteśmy jednostkami wśród świata i powinniśmy działać z myślą o innych. Ciekawym zjawiskiem jest, gdy Ci inni zbierają się razem i łączą swoją energię po to, żeby pomóc właśnie jakiejś jednostce. Piątkowy koncert był koncertem charytatywnym na rzecz Adriana Kowanka. Patrząc na ten tłum, który przyszedł tam z myślą o nim... Hm, jakoś mnie to podbudowało, że tyle dobra jeszcze się trafia w świecie. I cieszę się, że czasem w dzisiejszych realiach jednak trafiają się dobrzy ludzie, którzy potrafią pomóc bezinteresownie drugiemu człowiekowi. Wy też spróbujcie komuś pomóc, w jakikolwiek sposób. I pamiętajcie - czasem uśmiech jest już formą pomocy! ;)
Więcej info o Adrianie i jego stanie zdrowia tutaj: *klik*

1 komentarz:

  1. dobrzy ludzie jeszcze istnieją, to dobrze, jak dobrze
    a blokady, urazy, dumy.. one są, w człowieku, czasem nieświadomie wprowadzane w życie, w przeróżnych momentach, to źle, czasem dobrze.. do niezdefiniowania to należy

    OdpowiedzUsuń

Zostaw mi swoje myśli :)